poniedziałek, 28 czerwca 2010

85.

 
Zacznę może od tego, że wczoraj przespałem lwią część spaceru, więc we wrażenia jestem stratny. Przede wszystkim nie miałem jak wypróbować w plenerze mojego letniego obuwia, a wiem, że w domu tupie się w nim zawodowo, co czynię chętnie, gdyż wywołuje uśmiech na rodzicielskich twarzach.
Ale teraz do sedna, czyli do premiery moich nowych włosów. Tatuś rzucił rano pomysłem, że warto usunąć zbędne kłaczki, Mamusia pomyślała, iż zaiste mniej przeszkadzać będą, a po ostatnim "prawie dredzie" to już w ogóle. Ja się zagapiłem i jestem inny. Troszkę jak rekrut zmiksowany z panem z wiadomości, ale pytań o płeć uniknę, a toaleta wieczorna skróci się drastycznie.
W każdym razie, oto jam jest w wersji letniej, nowej poprawionej:

środa, 23 czerwca 2010

84.

 
Dzisiaj wstałem bardzo wcześnie i nie tylko dlatego że wczoraj bardzo wcześnie padłem, ale z powodu przygotowań. Od razu zabrałem się za rysowanie laurki dla Tatusia z okazji Jego święta. Mamusia bardzo mi w tym pomogła, przede wszystkim przytrzymując kartkę i podając kredki.
Tatusiu, wszystkiego najlepszego!

P.S. Kolejne zęby szturmują moje dziąsła!

wtorek, 8 czerwca 2010

83.

Pozornie przyjemny długi weekend był dla mnie nie lada wyzwaniem. Odwiedziłem Babcię i Dziadka, więc mogłem liczyć na dużo zabawy. Pierwsze kroki skierowałem do psa, następnie zbadałem stan trzody i innych zwierzątek. Najfajniej zachowywały się gołębie, które latały nad podwórkiem, niemal głowa mi się odkręciła od patrzenia w niebo. Do znudzenia przekopywałem piasek w piaskownicy, jeździłem motorem- tylko i wyłącznie moim, ganiałem pawie po trawie. Wykorzystywałem każdą okazję, aby wyjść na świeże powietrze, gdy rano jeszcze rosa zdobiła trawę, ja zakładałem kaloszki i robiłem swoje. Podobno stanowczo za wcześnie wstawałem, ale przecież nie codziennie mogę kontemplować wiejskie klimaty, a że dużo do roboty było, to nie miałem czasu spać. Taki byłem zabiegany, że wózek nie był mi w ogóle potrzebny.

 
grałem w piłkę,
 
Mundial blisko, 
 
a ja w polu z formą,
 
w lesie nawet,
 
mam talent do śmiesznych min.

wtorek, 1 czerwca 2010

82.

Dziś jest mój dzień, Dzień Dziecka. Nie zapowiada się on jakoś fantastycznie, gdyż pogoda nie pozwala  na rycie w piaskownicy. Tak, wiem, jestem monotematyczny, bo tylko o piasku nawijam. Ale dla mnie zabawa w piaskownicy to odkrycie na miarę kolumbowego odkrycia Ameryki. Na placu zabaw spotykam inne podobne mi osobniki. Jak na moje oko są one trochę dziwne, krzyczą na mnie, gdy chcę obadać ich zabawki, by po chwili napaść na moje grabki i łopatki. W każdym razie jestem jeszcze spokojny i w myśl zasady: "ustąp...(starszemu?, silniejszemu?, z dobroci serca?, okazując łaskę?, dla świętego spokoju?)" olewam ich kleptomanię. 
Odkryłem też zależność, iż większy płacz daje więcej dobroci, bo gdy wpadam w szał, to Rodzice starają się obadać sytuację i zwykle dają mi to, na czym mi zależy. Niestety, ostatnio się wycwanili i mnie przetrzymują, nawet gdy wścibscy sąsiedzi dziwnie na nas patrzą. Buuu!
Tutaj fota z niedzielnego spaceru, który zakończył się deszczem. Przez taka pogodę piasek mi namaka!

Dzieciaki czytające to: Duużo zabawyyy!!!