czwartek, 24 marca 2011

106.

Moje zmagania z wanną w końcu wyszły na prostą i uwielbiam się taplać w ciepłej wodzie, chociaż nie zawsze tak było. Droga prowadząca do idylli łazienkowej była kręta, wyboista i pokonywana w nieodpowiednich oponach. Początkowe miesiące spędzałem w wannie w bojowym nastroju z przeraźliwym krzykiem na ustach- wiadomo, młody byłem i nieuświadomiony. Następnie nieco ochłonąłem, woda mi zobojętniała, co nie znaczy, że ją polubiłem, nie wadziła mi po prostu, aby następnie podpaść totalnie. Wszystko przez moją długaśną podówczas grzywę, która wymagała długich zabiegów pielęgnacyjnych, abym swą fryzurą lansował się na ulicach miasta. Skrócenie fryzury i odkrycie magii kubka z wodą pozwoliło mi na nowo cieszyć się kąpielami. Z tym kubkiem to fajna sprawa, najpierw Rodzice sami mnie nim traktowali,  polewali, płukali (bo spłukiwanie prysznicem to póki co przesada w łaskotaniu-zbyteczna zupełnie), aż sam chwyciłem za naczynie i zacząłem proces nawilżania okolicy, chociaż płytki nie namakają. Najlepiej, prócz moczenia samego siebie, jest polać Mamusię, która zaglądnie do łazienki. Niedawno Tatuś dodał do naszego arsenału gumową kaczkę, znaną jako "Kaka", z którą to zasadza się na niczego nie podejrzewającą Rodzicielkę zwabioną do łazienki moimi nawoływaniami. W kaczce jest oczywiście woda, która ląduję na przykład w oku Matki. Po takiej akcji aż mnie brzuch boli od chichotania się z cudzego nieszczęścia, ale żeby nie wyszło na to, że jestem złośliwym trollem czy gnuśnym chochlikiem, to zaznaczam, że po kąpieli grzecznie odkładam kubek na miejsce, a przed toaletą zawsze zbieram klocki z podłogi. Ordnung muss sein, prawda?
Dzielę się z gołębiami waflem, choć są pazerne, więc dla mnie dużo nie zostanie...

...i stadnie rzucają się na każdy okruch...
...szalenie to śmieszne, ale mnie słuchają!

Czy te oczy mogą kłamać?

niedziela, 20 marca 2011

105.

Bańki mydlane! Od wczoraj jestem ich wielkim fanem, po tym jak próbowałem je łapać na Rynku ku uciesze przechodniów. Prawdę mówiąc to bardzo podoba mi się zainteresowanie ze strony obcych ludzi, dopóki wiem, że mogę się schować za Rodzicami, nie wiem jak bym się zachował w sytuacji sam na sam, ale pewnie jakieś rekordy w sprincie zostałyby pobite. Wracając do baniek mydlanych, jakoś nie pojmuję ich złośliwości- są piękne, małe, kolorowe, ale za nic nie dadzą się złapać i dać im przyjrzeć, w rezultacie nabiegałem się za nimi, początkowo próbując chwytać, ale potem zrezygnowałem z tej syzyfowej pracy na rzecz destrukcji, co- z uwagi na codzienny trening- wychodziło mi dużo lepiej.