niedziela, 27 lutego 2011

104.

"Bunt dwulatka" słyszę tę nazwę średnio dziesięć razy dziennie od Rodziców. Wysokie stężenie tych słów zdarza się szczególnie wtedy, gdy Rodzice mnie czymś zirytują, a ja się im postawię. W moim przypadku "stawianie się" równa się rzucaniu na ziemię i próbowaniu siły swego głosu. Szkoda tylko, że Mamusia z Tatusiem są tak oczytani i wiedzą, jak odeprzeć mój atak. Używają taktyki "na Mazowieckiego", czyli siły spokoju, normalnie nie interweniują, dopóki nie dążę do zrobienia sobie lub innym krzywdy. Szkoda, bo pomysły mi się kończą, a płakanie mnie okrutnie męczy i zwykle idzie na marne. A jak już coś wymuszę, to Rodzice nie podzielają mojego zachwytu ze zdobycia trofeum.
Idę krok w krok za gołębiem.


Jem śnieg. Zimny, ale bez smaku.
Palce lizać!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Franek dziękuje za komentarz i pozdrawia!