piątek, 29 października 2010

98.

W ostatni weekend miałem okazję po raz kolejny spacerować po krakowskim Rynku, jednak niewątpliwą nowością był fakt, że Rodzice zaufali mi na tyle, że wózek został w aucie. Starałem się sprostać ich oczekiwaniom, jednak potrzeba zwiedzania okazała się silniejsza od poczucia obowiązku, więc:
 
zatrzymywałem się ni stąd ni zowąd zamiast iść za Mamusią i Tatusiem;

 
Jeżeli już łaskawie szedłem za rękę, to nie omieszkałem sprawdzać jakości murów...

 
...bądź rzeźb, jak choćby dosiadanego przeze mnie lwa.
Mało tego, powyższe zdjęcia dokumentują jedynie część tejże wyprawy, niestety nikt nie uwiecznił mojego nowego, nieszablonowego kroku, którym urozmaicałem sobie monotonne prowadzenie za rękę przez Rodziców.

Tydzień z życia młodej mamy:
Ręka w górę ten, kto zapisał sobie informację o zmianie nazwy Feminatalu N na Femibion! Kto ręki nie podniósł, a planuje dziecko, jest w ciąży, bądź karmi niech zapamięta, a dla utrwalenie informacji może zagłębić się w lekturę strony Femibionu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Franek dziękuje za komentarz i pozdrawia!